Los Angeles Black Rose Shaving Soap – recenzja mydła do golenia

Nie będę ukrywał, że podobają mi się produkty amerykańskiej, rzemieślniczej mydlarni The Los Angeles Shaving Soap Company. Więcej o tej firmie napisałem przy okazji opisu Los Angeles Bespoke #1. Na blogu można znaleźć jeszcze jedną recenzję mydła do golenia tego producenta – Los Angeles Topanga Fougère Shaving Soap.

los-angeles-shaving-soap-logo

 

Opakowanie i postać

Tak jak wszystkie mydła do golenia The Los Angeles Shaving Soap Company, recenzowany produkt sprzedawany jest w sporych, białych, zakręcanych, plastikowych słoikach. Nie mogę się nadziwić, dlaczego producent przykładający tak dużą wagę do jakości swych wyrobów, nie zadbał o ich godne opakowanie. No dobrze, od strony funkcjonalnej nie mam zastrzeżeń. Jednak słabo ten słoik prezentuje się w towarzystwie starannie dobranych akcesoriów i porządnych kosmetyków.

Opakowanie mydła do golenia The Los Angeles Black Rose Shaving Soap

Opakowanie mydła do golenia The Los Angeles Black Rose Shaving Soap

Ciekawa jest barwa mydła. Dodatek węgla spowodował, że żółtawa masa zabarwiła się na brudny, ciemnozielony kolor. Konsystencja nie różni się od wcześniej testowanych mydeł Los Angeles Shaving Soap. To miękkie, łatwe do nabierania mydło. Ja używałem mydła nie ze słoika, ale pocierając nim twarz

Mydło do golenia The Los Angeles Black Rose Shaving Soap

Mydło do golenia The Los Angeles Black Rose Shaving Soap

Skład

Znając skład dwóch innych mydeł produkcji Los Angeles Shaving Soaps, wiedziałem że w Black Rose mogę się spodziewać wyłącznie naturalnych składników.

Podstawa składu mydła jest bardzo prosta i identyczna jak w przypadku wcześniej recenzowanych mydeł – kwas stearynowy i organiczny olej kokosowy zmydlone ługiem potasowym.

Skład uzupełnia gliceryna i, uwaga, glinka bentonitowa. Ta ostatnia najwyraźniej była potrzebna po to, aby zapewnić odpowiedni poślizg, popsuty dodatkiem węgla. Nie ma tu żadnych konserwantów i sekwestrantów. Oczywistym, widocznym zaraz po otwarciu słoika składnikiem jest węgiel aktywowany, który ma działanie antybakteryjnie, oczyszczające i przeciwzapalnie, potrafi przyciągać toksyny z powierzchni skóry oraz z głębszych jej warstw. Węgiel aktywowany pomaga udrażniać zapchane pory skóry, walczy z wypryskami oraz ułatwia pozbywanie się martwego naskórka.

Za zapach odpowiada mieszanina naturalnych olejków eterycznych: absolut różany, olejek cedrowy, olejek geranium, absolut labdanum, olejek z liści i jagód jałowca, absolut jaśminowy, olejek goździkowy, olejek wetyweriowy, olejek limonowy.

Producenci mydeł do golenia decydujący się na zastosowanie w kompozycji zapachowej wyłącznie naturalnych olejków eterycznych należą do wyjątków. Brak tanich jak barszcz, syntetycznych wzmacniaczy zapachu, np. cytronellolu, benzoesanu benzylu czy kumaryny, musi wiązać się ze znacznie wyższymi kosztami produkcji i co za tym idzie wyższą ceną.

Skład zgodnie z INCI: Vegetable Stearic Acid, Distilled Water, Organic Coconut Oil, Potassium Hydroxide, Vegetable Glycerin, Bentonite Clay, Rose Absolute (in Fractionated Coconut Oil), Activated Charcoal, Cedarwood Essential Oil, Geranium Essential Oil, Labdanum Absolute (in Sunflower Oil), Juniper Leaf/Berry Essential Oil, Jasmine Absolute (in Fractionated Coconut Oil), Clove Essential Oil, Vetiver Essential Oil, Lime Essential Oil.

Skład mydła do golenia The Los Angeles Black Rose Shaving Soap

Skład mydła do golenia The Los Angeles Black Rose Shaving Soap

Zapach

Doceniam wysiłek producenta, który spróbował podać różany zapach w sposób niebanalny. Wedle jego opisu, aromat absolutu różanego wzbogacony został przez drewno cedrowe, geranium i szereg innych naturalnych olejków eterycznych. Jeśli rzucimy okiem na skład, od razu zauważymy, że nie ma tam jakichkolwiek syntetycznych wzmacniaczy zapachu. To bardzo rzadko spotykane. Niestety, najważniejszy jest efekt końcowy, a ten w mojej ocenia jest mierny. Co do tego że to różany aromat, nie mam jakichkolwiek wątpliwości. Ma on jednak jakąś kwaśną nutę, na którą wcześniej nie zwracałem uwagi, a o czym powiedzieli mi koledzy podczas ostatniego warszawskiego spotkania. Drewna cedrowego nie wyczuwam. Myślę, że istotny wpływ na zapach mógł mieć dodatek węgla aktywowanego. Ciekaw jestem jak kompozycja prezentowałaby się bez tego składnika.

Zapach oceniam jedynie na 6/10. Jest przyjemny, ale u mnie oznacza to właśnie taką notę.

Wyrabianie piany

Do wyrabiania piany użyłem pędzla z borsuka – Mühle Sophist Silvertip Badger Brush. Kręcenie pędzlem szybko i bez wysiłku przynosi pożądany efekt. Sprawdziłem porcję 0,8 g i uważam, że w tym mydle nie jest ona wystarczająca. Dobre golenie można zaliczyć korzystając większej, 1-gramowej ilości. Piana jest dobra, ale nie taka jak w mydłach Bespoke #1 i Topanga Fougère. Nie ma tej wspaniałej kremowej konsystencji, którą delektowałem się poprzednio. Problemów jednak z nią nie ma – nie wysycha i nie zanika.

Moja ocena to 7/10.

Golenie

Do golenia użyłem dwóch maszynek – Mühle R41 i Mühle Sophist (R89), w których pracowała japońska żyletka Feather.

Na pierwszy ogień poszedł agresor. No cóż, będzie rozpoznanie bojem. Nie było tak dobrze jak w przypadku Topanga Fougère, ale nie było źle – ochrona świetna, ale poślizg, o dziwo, był trochę słabszy w porównaniu do wcześniej testowanych mydeł Los Angeles Soaps. Mimo to efekt golenia sprowadził się do idealnej gładkości, bez jakiegokolwiek zacięcia.

Kolejne golenia były sielanką z udziałem doskonale mi odpowiadającej głowicy R89. Potwierdziły się wcześniejsze obserwacje poślizgu, który faktycznie jest odrobinę gorszy. Doskonała ochrona nie dopuściła do głębszego peelingu naskórka. Liczą się jednak efekty. Coż z tego, że poślizg mógłby być lepszy, jeśli w efekcie za każdym razem uzyskiwałem perfekcyjnie dokładne golenie, bez najmniejszego podrażnienia. Co więcej, z golenia na golenie coraz bardziej zaczynałem doceniać klasę recenzowanego produktu. Trudno mi powiedzieć, czy to za sprawą łagodnego golenia, czy efektu pielęgnacyjnego, w każdym razie stan skóry był doskonały.

Moja ocena to 9/10. Punkt odjąłem za trochę słabujący poślizg.

Po goleniu

Tak jak golenie z udziałem Czarnej Róży było mniej spektakularne niż w przypadku wcześniej testowanych mydeł amerykańskiego producenta, tak stan skóry po goleniu był zauważalnie lepszy. Ogólnie nie mam problemów z cerą, więc nie za bardzo jest co poprawiać. Z ewentualnym przesuszeniem skóry po goleniu radzę sobie od lat tak samo – nakładając nawilżający płyn po goleniu i krem. Ogólnie właściwości pielęgnacyjne mydła lub kremu do golenia nie za bardzo mnie interesują. Black Rose istotnie wyróżnia się na tle konkurencji, ale efekt ten w pełni mogłyby ocenić osoby borykające się z problemami skórnymi. Pamiętajmy, że podczas trwającego średnio 10-15 minut golenia mydło działa jak maseczka do twarzy.

Wróćmy jednak do moich odczuć. Skóra po goleniu była delikatnie nawilżona i sprawiała wrażenie wypielęgnowanej. Zapach był bardzo delikatny i wyczuwalny jedynie po potarciu naskórka.

Moje odczucia po goleniu odzwierciedla nota 9/10. Gdyby zapach był bardziej intensywny, byłoby 10.

Dostępność i cena

O możliwości kupna recenzowanego produktu w Europie raczej nie ma co marzyć. W USA za opakowanie o masie netto 127 g trzeba zapłacić $22 plus 8,5$ za transport przy zamówieniu na dwie sztuki. Otrzymujemy $30,50, czyli 114 zł. Zakładając zużycie 1,0 g, cena jednego golenia w wynosi 0,90 zł.

Podsumowanie i ocena

Mam wrażenie, że mydło do golenia Black Rose firmy The Los Angeles Shaving Soap Company zostało opracowane z myślą o potrzebach osób z wrażliwą skórą, skłonną do przetłuszczania, zatykania porów i w efekcie do powstawania infekcji mieszków włosowych. Taka osoba mogłaby ocenić ten produkt najlepiej. Ja nie jestem w stanie docenić jego właściwości. To co widzę, to po prostu przyjemny zapach, bardzo dobry poślizg w czasie golenia, świetna ochrona i wspaniałe właściwości pielęgnacyjne. Z trzech testowanych dotąd mydeł tego producenta, Czarna Róża najmniej mi odpowiada.

Ocena ogólna: 8/10 (bardzo dobry produkt)

  • zapach (atrakcyjność, intensywność i trwałość): 6/10,
  • właściwości piany (łatwość wyrabiania, trwałość i inne właściwości piany): 7/10,
  • efektywność golenia (poślizg, zmiękczanie zarostu, dokładność itp.): 9/10,
  • odczucia po goleniu (właściwości pielęgnacyjne, zapach): 9/10,
  • opłacalność: 3/10.

Sprawdź w rankingu mydeł i kremów do golenia, jak recenzowany produkt wypada na tle konkurencji.

Ocena ogólna nie uwzględnia opłacalności, ani nie jest średnią poszczególnych ocen cząstkowych.

Punktacja: 1 – tragiczny, 2 – słaby, 3-4 – taki sobie, 5-6 – dobry, 7-8 bardzo dobry, 9 – niemal doskonały, 10 – wybitny

Zapraszam do dyskusji. Każdy komentarz jest dla mnie nagrodą i wzbogaca recenzję. Jeśli chcesz być na bieżąco informowany o nowych wpisach, śledź mnie na Twitterze (polecam), ew. zasubskrybuj blog w WordPressie. Po opublikowaniu nowego wpisu, dostaniesz e-maila.

Pewnie zauważyłeś już reklamy. Wpływy z nich jak na razie pozwalają na pokrycie drobnego procenta kosztów. Wiem, że ogłoszenia są trochę uciążliwe, ale dzięki nim mam choć trochę wrażenia, że nie pracuję zupełnie za darmo. Jeśli zauważysz w ogłoszeniach coś ciekawego, kliknij – serwis na tym skorzysta.

4 Comments

  1. Rafał Lewandowski

    Mirku. Szacunek za odwagę i przetestowanie tego mydła. Widok błotnistej mazi „pachnącej” sokiem z kiszonych ogórków może skutecznie odstraszyć potencjalnego nabywcę. Nazwa „Black Rose” to moim zdaniem ponury żart producenta.

    Reply
    1. Mirosław Florek (Post author)

      Czekałem na ten komentarz. 😉 Zauważyłem, że sporej grupie ludzi wmówiłeś te kiszone ogórki. Powinieneś robić w polityce, Rafał. Aby się przekonać jak to jest z tym zapachem bez uprzedzeń, poszedłem z puszką do Douglasa. Poprosiłem o jej powąchanie (po otwarciu, rzecz jasna) ekspedientkę obsługującą stoisko perfumiarskie. Pani bez chwili wahania powiedziała, że to róża.

      Nie wiem jakie ogórki kupujesz, Rafał, ale zmień dostawcę. 🙂

      Drugi raz tego mydła bym nie kupił – głównie ze względu na cenę. Jednak dla mnie jest to bardzo dobry produkt.

      Przed chwilą znalazłem jakąś recenzję Black Rose. Pewnie jest ich więcej. Tutaj koleś pisze o zapachu:

      The scent, like most LA Shave Soaps, isn’t in your face. Its nice and subtle, you smell it but its not knocking you off your feet. Its got a good balance to it. The scent does develop a bit on the face, the woody underbelly does grow, but not considerably. I find it extremely pleasant, and if you’re looking for a nice daily driver soap, this could definately be a contender.

      Reply
  2. Rafał Lewandowski

    Wiesz Mirku, po kilku piwach dobrze wychodzi mi wmawianie ludziom mojego zdania 😉 W politykę jednak nie pójdę, bo świat już miał jednego krasomówcę co to zaczynał właśnie od prelekcji w piwiarniach 🙂
    A ogórki – wiadomo. Z Biedronki 😉
    Na spotkaniu entuzjastów, rzeczone mydło wywołało burzę mózgów. Moje skojarzenie zapachu z kiszonymi ogórkami nie było jedyne jakie się pojawiło. Pojawiła się też opinia, że faktycznie jest to zapach róży … znalezionej na kompoście 🙂
    No cóż, widać niezaprzeczalnie, że to kontrowersyjny zapach. O wyglądzie nie wspomnę.
    Dla jednych, zapach jest miły i różany, dla innych przeciwnie.

    Reply
  3. Kowjack

    Mirku serdecznie dziekuje za receznje i gratuluje odwagi 🙂 Kolor zdecydowanie zniecheca do sprobowania 🙂

    Reply

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *