The Art of Shaving Lemon Essential Oil Shaving Cream

Do wypróbowania tego kremu przymierzałem się od roku. Wcześniej, po namyśle wybór padł na mydło sandałowe The Art of Shaving, choć żona namawiała mnie właśnie na aromat cytrynowy. Oba zapachy są świetne, ale wiadomo, że kobiety na sandałowych aromatach się nie znają. W tym roku nie mogłem się oprzeć.

Więcej na temat należącej do koncernu Procter&Gamble marki The Art of Shaving można przeczytać w recenzji mydła sandałowego tej firmy.

Opakowanie i konsystencja

Krem znajduje się w czarnym zakręcanym, prostym, 150-mililitrowym słoiku, jednym z najporządniejszych z jakimi miałem do czynienia. Produkt można również nabyć w mniejszej, 75-mililitrowej tubie.

Krem co do konsystencji i wyglądu bardzo przypomina kosmetyki Truefitt&Hill. Jest perłowy, miękki, ale nie rozpływający się.

The-Art-of-Shaving-Lemon-Shaving-Cream

Zapach

Tu dochodzimy do mocnej strony amerykańskiego specyfiku. Krem pachnie naprawdę wyśmienicie. Nie jest to tak wyszukany aromat jak Simpsons Citrus Burst, ale ma naturalny charakter, jest mocno cytrynowy i kwaśny. To dużo lepszy zapach niż Truefitt&Hill West Indian Limes.

Nie jestem wielkim miłośnikiem cytrusowych aromatów, ale nie da się zaprzeczyć, że perfumiarze z Procter&Gamble odwalili kawał dobrej roboty. Niestety, zapach jest wybitnie nietrwały i niezbyt intensywny. Po goleniu nie ma po nim śladu. Z tego powodu zmuszony byłem do obniżenia oceny w tym obszarze do 8/10.

Skład

Skład jest podobny jak w przypadku innych luksusowych kremów do golenia. Szczególną zbieżność wykazuje z kremem do golenia Truefitt&Hill. Różnice dotyczą uzytych konserwantów. Amerykański producent zamiast parabenów użył metyloizotiazolinonu.

Podstawą składu są zmydlone wodorotlenkami potasu i sodu kwasy tłuszczowe: palmitynowy, mirystynowy, stearynowy, kokosowy i laurylowy.

Skład uzupełniają: gliceryna, trietanolamina, chlorek sodu i glikol propylenowy.

Krem konserwowany i stabilizowany jest za pomocą metyloizotiazolinonu (MIT), fenoksyetanolu, Tetrasodium Edta, Disodium Edta, a nie zastosowanych w kremie Truefitt&Hill parabenów. Oba rozwiązania nie są najszczęśliwsze, ale z dwojga złego wolałbym chyba parabeny. Warto dodać, że MIT jest obecnie wycofywany ze stosowania w kosmetykach niespłukiwanych, ale nawet w preparatach spłukiwanych nie jest najlepiej widziany.

Na aromat składa się kompozycja zapachowa oraz kumaryna, aldehyd heksylocynamonowy (zapach jaśminu) i alpha-isomethyl ionone

Skład zgodnie z INCI: Water/Aqua, Palmitic Acid, Myristic Acid, Stearic Acid, Potassium Hydroxide, Coconut Acid, Glycerin, Triethanolamine, Fragrance/Parfum, Sodium Chloride, Sodium Hydroxide, Lauric Acid, Propylene Glycol, Tetrasodium Edta, Disodium Edta, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone.

Dla porównania skład INCI kremu Truefitt&Hill: Aqua (Water), Stearic Acid, Mystric Acid, Potassium Hydroxide, Coconut Acid, Glycerin, Parfum (Fragrance), Triethanolamine, Sodium Hydroxide, Methylparaben, Propylparaben, Butyphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carbolaldehyde, Benzyl Salicylate, Eugenol, Citronellol, Geraniol.

Wyrabianie piany

Do wyrabiania piany przez większość testu używałem pędzla Edwin Jagger Super Badger ∅21 mm. Nie miałem problemów z koniecznością precyzyjnego dobierania wody. Piana powstaje bardzo szybko i ma wzorową konsystencję – jest kremowa, ciągnąca się, bez widocznych pęcherzyków powietrza. Przy tym jest trwała i odporna na rozwadnianie przy drugim i trzecim przejściu golenia. W ostatnich dniach testów użyłem mojego Mühle Silvertip Badger ∅23 mm i zgodnie z przewidywaniami, wyniki były trochę lepsze niż w przypadku mniejszego pędzla. Włosie zmagazynowało w sobie więcej piany, dzięki czemu jej charakterystyka tylko nieznacznie zmieniała się przy trzech kolejnych przejściach. W każdym przypadku piana z amerykańskiego kremu wyrabia się doskonale. Wolałbym, aby była jeszcze bardziej konkretna, ale zważywszy, że producent stworzył krem raczej do pracy z nożykami systemowymi, jej charakterystyka wydaje się być dobrana optymalnie. Wyrabianie piany jest w mojej ocenie wygodniejsze niż w przypadku kremów Truefitt&Hill i Geo F. Trumper. Na koniec jeszcze dodam, że raz zmuszony byłem użyć kremu w lotniskowej toalecie. Mimo, że nie miałem do dyspozycji pędzla, amerykański krem sprawdził się w tych warunkach znakomicie. Piany co prawda było mało, ale mimo to golenie było komfortowe.

Golenie

W przypadku mydła lub kremu do golenia, cecha która dla mnie ma największe znaczenie to poślizg. Nie rozczarowałem się. Podobnie jak w przypadku sandałowego mydła do golenia The Art of Shaving, poślizg jest wyśmienity, ale i tak nie przebija mistrza jakim jest mydło Floris London. Po zgarnięciu piany, ślizgawka jednak trochę traci na właściwościach, więc trzeba uważać przy wielokrotnym traktowaniu tych samych obszarów bez ponownego nakładania piany. Poślizgu nie psuje mocniejsze zagęszczenie piany.

Druga cecha na którą zwracam uwagę to amortyzacja. Ciekaw byłem jaka będzie, zważywszy na to, że producent zaleca stosowanie kremu w połączeniu z nożykami systemowymi. Tutaj też było bardzo dobrze. Nie wybitnie, ale ochrona była całkowicie wystarczająca. Co do zmiękczania zarostu, określiłbym ją na przeciętnym poziomie. Na początku do golenia używałem maszynki Edwin Jagger DE89 z dożywającą swych dni żyletką KAI. Mam wrażenie, że gdyby krem lepiej zmiękczał włos, mógłbym użyć japońskiego ostrza jeszcze przynajmniej raz. A tak po dwóch dniach zastąpiłem ją nożykiem ISANA, który czekał w kolejce na test.

W celu dokończenia testów użyłem swojego sprawdzonego zestawu – maszynki Edwin Jagger DE89 z superostrą żyletką Feather. W tym przypadku krem równiez nie rozczarował. Japońskie ostrze bez najmniejszego oporu cięło zarost, pozostawiając w stanie nienaruszonym powierzchnię naskórka. W efekcie otrzymałem absolutną gładkość bez najmniejszego zadrapania. Z tym kremem nie jest to problem.

Po goleniu

Krem nie wysusza, co jest w moim przypadku rzadkim zjawiskiem. Powierzchnia skóry jest dość sprężysta i błyszcząca, choć o jakimś szczególnym nawilżeniu również nie ma mowy. Szkoda, że po zapachu nie pozostaje jakikolwiek ślad. Właściwości pielęgnacyjne kremu do golenia The Art of Shaving oceniam na poziomie trochę wyższym od przeciętnego.

Dostępność i cena

W USA wielką zaletą testowanego kremu jest jego powszechna dostępność. Można go kupić zarówno w salonach The Art of Shaving, jak i w stoiskach niektórych domów towarowych. W Polsce kosmetyki te są trudno dostępne. W Internecie, w sklepie Strawberrynet, 150-mililitrowe opakowanie można nabyć za 98 zł. To bardzo dużo. Na pocieszenie dodam, że USA też jest drogo. Duże opakowanie kosztuje $25 a połę mniejsze (75 ml) aż $16.

Podobnie jak w przypadku pozostałych porównywalnych produktów, porcja 1,5 g jest wystarczająca do trójprzejściowego golenia. W takim przypadku, cena jednego zabiegu wynosi 0,98 zł. To wartość wyższa niż większości testowanych przeze mnie luksusowych kremów do golenia. Mniej kosztują kremy Truefitt&Hill, Taylor of Old Bond Street, Geo F. Trumper. Krem The Art of Shaving jest trochę bardziej wydajny niż konkurencja, ale żeby nie komplikować zestawienia, do obliczeń użyłem właśnie wartości 1,5 g.

Podsumowanie i ocena

Co tu dużo gadać, krem do golenia The Art of Shaving to świetny produkt. Jest niezwykle łatwy w użyciu, rewelacyjnie pachnie, zapewnia bardzo dobry poślizg, dobrze zmiękcza zarost i w optymalnym stopniu chroni naskórek podczas golenia. Cóż jednak z tego, że zapach jest bardzo dobry, jeśli po goleniu nic po nim nie zostaje, a i w trakcie jego trwania zbyt wiele przyjemności z niego nie ma. Poza tym, produkt jest zdecydowanie za drogi. Gdybym chciał upajać się aromatem cytrynowym, raczej wolałbym dopłacić i kupiłbym Simpsona. Mimo to produkt naprawdę wart jest uwagi.

Moja ocena: 9/10 (niemal doskonały produkt)

  • zapach: 8/10,
  • właściwości piany: 9/10,
  • efektywność golenia: 9/10,
  • właściwości pielęgnacyjne: 6/10,
  • opłacalność: 4/10.

Ocena ogólna nie uwzględnia opłacalności, ani nie jest średnią poszczególnych ocen.

Punktacja: 1 – tragiczny, 2 – słaby, 3-4 – taki sobie, 5-6 – dobry, 7-8 bardzo dobry, 9 – niemal doskonały, 10 – wybitny

Zapraszam do dyskusji. Każdy komentarz jest dla mnie nagrodą. chcesz być na bieżąco informowany o nowych wpisach, śledź mnie na Twitterze (polecam), ew. zasubskrybuj blog w WordPressie. Po opublikowaniu nowego wpisu, dostaniesz e-maila.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *