Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream – recenzja kremu do golenia

W końcu przyszedł czas na najlepiej sprzedający się krem do golenia. Według zestawienia Amazona jest nim właśnie bohater niniejszej recenzji. Ciekawi jesteście co jest powodem tej popularności? Czytajcie dalej.

Producentem recenzowanego kremu jest szanowana angielska firma Taylor of Old Bond Street, która już od 161 lat dba o wygląd mężczyzn. Więcej na jej temat można znaleźć w recenzji różanego kremu do golenia.

Taylor of Old Bond Street logo

Opakowanie i postać

Krem można kupić w sporym, 150-gramowym plastikowym, zakręcanym słoiku lub w połowie mniejszej tubie. Beżowy słoik jest solidnie wykonany i może nie jest specjalnie urodziwy, ale całkiem nieźle prezentuje się na półce w łazience. Słusznych rozmiarów opakowanie dobrze leży w dłoni, a odpowiednio ukształtowana nakrętka czyni proces odkręcania banalnie prostym – nie tak jak w niektórych innych produktach, gdzie pokrywka jest wciskana, jest śliska i trudno ją zdjąć. Niby drobiazg, ale pokazuje to z jak dopracowanym produktem mamy do czynienia.

Słoik z kremem do golenia Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream

Słoik z kremem do golenia Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream

Krem jest trochę twardszy niż jego różany brat. Konsystencja przypomina miękkie masło orzechowe. Tak jak większość kremów, należy nabierać go palcem lub lepiej specjalną łyżeczką i rozsmarować na twarzy.

Na spodzie opakowania podany jest skład. To też nie jest oczywistą praktyką innych producentów.

Opakowanie kremu do golenia Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream

Opakowanie kremu do golenia Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream

Zapach

Sandałowy klasyk od Taylor of Old Bond Street nie jest czystym aromatem sandałowym. Ba! Jak podaje to producent w składzie, kompozycja bazuje na aromatach syntetycznych. Mimo to zapach jest bardzo przyjemny, pomimo że niezupełnie w moim guście. No właśnie – jak dla mnie za dużo w nim nut cytrusowych. Ta kolońsko-sandałowa wariacja może się jednak podobać. Producent podaje całą masę nut zapachowych, których ja nie wyczuwam. Oto i one: w linii głowy geranium, lawenda, rozmaryn, ambra, w linii serca goździk, paproć i kwiat pomarańczy, a w linii podstawy paczula, drewno sandałowe, wetiwer i nuty pudrowe.

Zapach tak jak napisałem wcześniej jest bardzo dobry, ale osobiście raczej wybrałbym aromat twardego mydła Sandalwood Herbal tego samego producenta. Muszę jednak uczciwie przyznać, że z każdym dniem jego używania, coraz bardziej go lubiłem. Nadal nie odkręcam słoika, aby powąchać go dla przyjemności, jak to się niekiedy dzieje w przypadku Truefitt&Hill 1805, ale podczas samego golenia oraz po nim doznania są jak najbardziej pozytywne. Zestawiając zapach testowanego kremu z innymi sandałowymi kremami i mydłami, nadal uważam mydło The Art of Shaving (1) jako najlepiej pachnące. Drugie miejsce przydzieliłbym mydłu D. R. Harris (2). Truefitt&Hill oraz Crabtree&Evelyn pachną świetnie, ale są według mnie zbyt delikatne. To samo z Edwin Jagger. Stąd skłaniałbym się jednak ku obsadzeniu na trzecim miejscu mydła Sandalwood Herbal Taylor of Old Bond Street (3), za którym umieściłbym testowany produkt (4). Dalej widzę Crabtree&Evelyn (5), Truefitt&Hill (6) a na końcu Edwin Jagger (7). Zwracam jednak uwagę, że wszystkie wymienione kosmetyki pachną naprawdę bardzo dobrze. Poza tym testowałem jeszcze sandałowego Parkera i czerwone Proraso, jednak oba te zapachy to zupełnie inna klasa.

Aromat kremu Taylor of Old Bond Street jest intensywny i stosunkowo trwały. To jego wielka zaleta.

Skład

Podstawą składu kremu są zmydlone zasadami potasową i sodową kwas stearynowy, kwas mirystynowy oraz kwasy tłuszczowe z oleju kokosowego.

Skład uzupełniają gliceryna, trietanoloamina (regulator kwasowości), oraz dwa konserwanty, zastępujące parabeny: metylchloroizotiazolinon i metyloizotiazolinon.

Beżowy kolor pochodzi od barwników Cl42090, Cl9140 i Cl17200.

Producent wyszczególnia substancje aromatyzujące produkt. Są to: benzoesan benzylu, cynamonian benzylu, salicylan benzylu, cytronellol, eugenol, geraniol, linalol. Jak widać, nie ma mowy o olejku sandałowym. Kompozycja jest całkowicie syntetyczna.

Skład zgodnie z INCI: Aqua, Stearic Acid, Myristic Acid, Potassium Hydroxide, Coconut Acid, Glycerin, Parfum, Triethanolamine, Sodium Hydroxide, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinon, Cl42090, Cl9140, Cl17200, (Parfum contains: Benzyl Benzoate, Benzyl Cinnamate, Benzyl Salicylate, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Linalool).

Skład kremu do golenia Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream

Skład kremu do golenia Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream

Wyrabianie piany

Pianę z testowanego kremu wyrabia się bez najmniejszych problemów. Nie ma specjalnego znaczenia, czy odbywa się to bezpośrednio na twarzy, czy w misce. Za każdym razem otrzymujemy idealną strukturę, choć w przypadku wyrabiania na twarzy nie rekordowo obfitą.

Podczas wyrabiania należy zwrócić uwagę na umiarkowane dozowanie wody, bo krem nie przyjmuje dowolnej jej ilości. Średnio używałem 1,5-gramowej porcji. Moją bezpieczną praktyką było początkowe wyrabianie piany dobrze strzepniętym pędzlem, a potem sukcesywne, w miarę potrzeby dodawanie wody. Mogłem dzięki temu bez problemu zdecydować, czy będę używał bardziej konkretnej, czy trochę rozwodnionej piany. Zwykle wybieram wersję mocniej zagęszczoną, bo wtedy krem daje właściwą, na lepszym poziomie amortyzację, a poślizg i tak jest bardzo dobry.

Wyrabiając pianę w misce z nawiązką wystarczało mi 1,3 g kremu. Na początku używałem dobrze strzepniętego pędzla, zwilżonego odrobiną wody. Ilość powstałej w ten sposób piany wystarczyłaby bez problemu na 4 przejścia.

Nie zaobserwowałem tendencji do wysychania, ani zanikania.

Golenie

Jeżeli nie posuliśmy piany, to golenie z wykorzystaniem sandałowego kremu Taylor of Bond Street jest niezwykle komfortowe i skuteczne. Poślizg jest świetny, ale nie wybitny. Mimo to ostrze sunie jak po łyżwach. Amortyzacja jest bardzo dobra – oczywiście jeśli piana została odpowiednio zagęszczona. Poprawki już po zgarnięciu piany jak najbardziej są możliwe. Zarost zmiękczany jest poprawnie, choć daleko mu do Le Pere Lucien.

Ogólnie doświadczenia miałem jak najbardziej pozytywne. Golenie z użyciem żyletki Feather nigdy nie zakończyło się zadrapaniami.

Golenie z użyciem kremu Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream

Golenie z użyciem kremu Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream

Po goleniu

Właściwości pielęgnacyjne kremu mnie nie zachwyciły, bo krem trochę wysusza. Przyznam jednak, że jest mi to w dużym stopniu obojętne. Balsam ewentualnie wspomożony kremem do twarzy z nawiązką zaspokaja moje potrzeby. To co bezwzględnie by mi przeszkadzało, to ewentualne uczulenia lub podrażnienia, ale w moim przypadku angielski specyfik zachowuje się bez zarzutu.

To co mi za to bardzo odpowiada, to ładny zapach, który jeszcze 1-2 godziny pozostaje na twarzy – oczywiście jeśli go nie zabijemy preparatem po goleniu.

Cena i dostępność

Krem bez problemu można kupić w polskich sklepach internetowych, ale nawet stacjonarnie widziałem go w kilku miejscach. Facetaria sprzedaje krem w opakowaniu 150-gramowym za 53,95 zł, a w mniejszym, 75-mililitrowym opakowaniu za 41,99 zł. Średnio na golenie zużywałem od 1,3 do 1,5 grama, a więc mniej niż kremu różanego tej samej firmy. Nie chcąc komplikować obliczeń, do obliczeń biorę wartość 1,5 g. W takim przypadku cena jednego standardowego, trójprzejściowego golenia wynosi 0,54 zł.

Podsumowanie i ocena

Krem do golenia o zapachu sandałowym Taylor of Old Bond Street zasłużenie zajmuje pozycję lidera wśród podobnych produktów u największego internetowego sprzedawcy na świecie. Za stosunkowo konkurencyjną cenę otrzymujemy produkt zapewniający świetne warunki do efektywnego i przyjemnego golenia – jest stosunkowo prosty w użyciu, daje bardzo dobry poślizg, przyzwoitą amortyzację i dobre zmiękczenie zarostu. Do tego krem bardzo dobrze pachnie – szczególnie dla osób, które preferują klasyczne kolońskie aromaty. W mojej ocenie Taylor of Old Bond Street Sandalwood Shaving Cream to pozycja obowiązkowa w łazience każdego zwolennika tradycyjnego golenia. Jeżeli ma to być krem do golenia a nie mydło, to zdecydowanie polecam wypróbować.

Moja ocena: 9/10 (niemal doskonały produkt)

  • zapach (atrakcyjność, intensywność i trwałość): 8/10,
  • właściwości piany (łatwość wyrabiania, trwałość i inne właściwości piany): 9/10,
  • efektywność golenia (poślizg, zmiękczanie zarostu, dokładność itp.): 9/10,
  • właściwości pielęgnacyjne: 5/10,
  • opłacalność: 6/10.

Ocena ogólna nie uwzględnia opłacalności, ani nie jest średnią poszczególnych ocen.

Punktacja: 1 – tragiczny, 2 – słaby, 3-4 – taki sobie, 5-6 – dobry, 7-8 bardzo dobry, 9 – niemal doskonały, 10 – wybitny

Zapraszam do dyskusji. Każdy komentarz jest dla mnie nagrodą. chcesz być na bieżąco informowany o nowych wpisach, śledź mnie na Twitterze (polecam), ew. zasubskrybuj blog w WordPressie. Po opublikowaniu nowego wpisu, dostaniesz e-maila.

8 Comments

  1. SP3CtRUM

    Dzięki za kolejną super recenzję!
    Ja ostatnio popełniłem podobną – tego samego produktu – tylko w wersji podróżnej.
    Co ciekawe – patrząc na konsystencję u Ciebie – ten z tubki podróżnej wygląda na trochę inny! Bardziej napowietrzony i lżejzy.
    Piany nie udało mi się wyrobić ani razu idealnej – tak więc amortyzacja i golenie u mnie były niezbyt ciekawe.
    Jeśli chodzi o zapach – to mnie urzekł. Ale też inna ciekawostka – na mojej tubce w składzie mieszaniny Parfum – są dodatkowe składniki – Coumarin, Evernia Prunastri, Evernia Furfuracea, D-Limonene. Ciekawe jaki mają wpływ 🙂
    Pozdrawiam

    Reply
    1. Mirosław Florek (Post author)

      Właśnie przeczytałem Twoją recenzję. Super! Wygląda na to, że to są różne produkty.

      Tak, u mnie konsystencja jest zdecydowanie zwarta. Trudno byłoby ją wyciskać w postaci takich balasków jak na Twoich zdjęciach.

      Efektywność golenia w przypadku „mojego” kremu, to bezwzględnie górna półka. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Nawet dziś, jeszcze przed puszczeniem recenzji użyłem TOBS-a, ale ponownie z mniejszym pędzlem. Znów efekt idealny. Piany sporo, właściwości super. Naprawdę nie musiałem się starać.

      Zapach u mnie jest raczej chemiczny. Przyjemny, ale jednak chemiczny. Gdyby nie jego intensywność, to nie dałbym mu tyle punktów ile dałem. Bo wiesz… Co z tego, że produkt pachnie ładnie, jeśli ledwie się go czuje. To case np. kremu sandałowego Edwin Jagger.

      Te dwa porosty – Mąkla tarniowa i Mąklik otrębiasty – używane są również ze względu na właściwości kosmetyczne, a nie tylko z powodu zapachu. Mąklika otrębiastego można znaleźć w wielu polskich lasach. Może w każdym? Natomiast Mąkli tarniowej zatrzęsienie jest na wschodnim wybrzeżu USA. Mnóstwo tego w Georgii i na Florydzie. Nawet zastanawiałem się, czy nie narwać trochę tego towaru, żeby dodać do mojego AS-a, czyli Mirxtury.

      Tak to wygląda:

      Reply
  2. Karlin

    Uzbierałem całkiem spory zapas mydeł i kremów. Zdrowy rozsądek podpowiada żeby ograniczyć zakupy, lecz po przeczytaniu takiej recenzji nie uda się. Na mojej liście znalazły się krem i mydło TOBS. Muszę poznać te zapachy.

    Reply
  3. SP3CtRUM

    Bardzo możliwe, że te kremy mogą być inaczej produkowane. Na brzytwie były pomysły, że może tubka podróżna nie wymaga wody ale to raczej między bajki można wcisnąć.

    Te dwa porotsty wg Kosmopedii nazywają jako Ekstrakt mchu drzewnego oraz Ekstrakt mchu dębowego ale właśnie doczytałem, że to jest to samo: „Surowiec, jakim są plechy mąkli tarniowej nosi tradycyjną nazwę mech dębowy.”

    Ciekawy jestem czy zapachy się różnią 🙂

    Mam jeszcze resztkę tego kremu – nie wiem ile tam zostało. Opakowanie miało 50 ml – pewnie około 40 gram (może mniej ze względu na konsystencję). Użyłem 5 razy, na oko max 2 gramy, powiedzmy, że max 15 poszło. Powinno jeszcze trochę być.

    Jeśli któryś z Was (Karlin, Mirek) chciałby sprawdzić, mogę podrzucić na pocztę 🙂

    Reply
  4. Kowjack

    Dziekuje za recenzje. Mialem krem, posiadam tez mydelko. W moim odczuciu mydelko ma bardziej naturalny zapach.Moj wybor to mydelko.

    Reply
    1. Mirosław Florek (Post author)

      Oj chciałem to napisać w recenzji, ale chyba mi nie wyszło. Zgadza się. Zapach mydła nie tylko jest przyjemniejszy (to napisałem), ale i bardziej naturalny. Dzięki za komentarz, Kowjack.

      Reply
  5. Rafifafi

    Mirek, tak opisałeś ten krem, że aż za nim zatęskniłem 😉 Powinieneś chyba marketingiem się zajmować. Mi ten zapach nie przypadł do gustu i do zapachu drzewa sandałowego według moich kryteriów i nosa mu daleko. Jedyne co mi się w tym kremie podobało to opakowanie i łatwość wyrabiania piany. Zapach Sandalwood ma zdecydowanie lepszy mydło od TOBS

    Reply
    1. Mirosław Florek (Post author)

      Ja tak surowo tego zapachu jak Ty nie oceniam, choć ja również nie zaliczam go do wybitnych. Spotkałem się jednak z naprawdę wieloma opiniami, że to najlepiej pachnące mydło/krem do golenia. Szczerze mówiąc, zaskoczyłeś mnie, Rafał. Z reguły dobrze odnosisz się do aromatów podszytych linią kolońską, a TOBS Sandalwood Shaving Cream właśnie taki jest.

      Reply

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *