River Valley Trading Roseline Shaving Soap – recenzja mydła do golenia

Producentem recenzowanego mydła jest południowoafrykańska firma River Valley Trading. Ulokowane w Durbanie przedsiębiorstwo zajmuje się handlem produktami przeznaczonymi do tradycyjnego golenia. Przy okazji warto rzucić okiem na wykonane z południowoafrykańskich gatunków drzew rączki pędzli i maszynek do golenia.

Pisałem już wcześniej o goleniowych legendach. W Republice Południowej Afryki historii z łzą w oku dorobił się sztyft do golenia Williams. Oczywiście nie jest już produkowany i (oczywiście) zapewniał idealne warunki golenia – kremową pianę itd. itp.

Sztyft do golenia Williams Shave Stick (Republic of South Africa)

Sztyft do golenia Williams Shave Stick (Republic of South Africa)

Za produktem tęskniło na tyle wiele osób, że firma River Valley Trading South African Wet Shaving Fanatics zdecydowała się na zamówienie mydła o podobnych właściwościach w lokalnej manufakturze mydła. Nie było łatwo, bo między produkowanym dotychczas w mydlarni mydłem toaletowym, a czymś co nadaje się do golenia różnice są ogromne. W końcu udało się i mamy go. Zapach i właściwości są ponoć bardzo podobne do źródła inspiracji.

Opakowanie i postać

Prosty, plastikowy, zakręcany słoik nie może być źródłem zachwytów. Ożywia go trochę kolorowa etykieta, ale i tak nie mamy do czynienia z produktem, na którym chcielibyśmy na dłużej zawiesić oko. Na plus trzeba zaliczyć solidny plastik z jakiego wykonany jest słoik oraz lekko odkręcające się wieczko.

Mydło do golenia River Valley Trading Roseline Shaving Soap

Mydło do golenia River Valley Trading Roseline Shaving Soap

Wewnątrz opakowania znajduje się twarda, jasnobeżowa masa mydlana.

Mydło do golenia RVT Roseline Shaving Soap

Mydło do golenia RVT Roseline Shaving Soap

Skład

Według producenta skład recenzowanego mydła to: Stearic acid, Palm Oil, Shea Butter, Cocoa Butter, Avocado Oil, Glycerin, French Clay, Essential oils. Oczywiście to nie jest skład zgodny z INCI. Nie udało mi się uzyskać informacji jakimi wodorotlenkami zmydlono kwasy tłuszczowe. Opierając się na charakterystyce mydła mogę stwierdzić, że raczej nie jest to wyłącznie mydło potasowe.

Podstawą składu są zmydlone: kwas stearynowy, olej palmowy, masło shea, masło kakaowe i olej z pestek awokado. Nie wiadomo w jakim stopniu zmydlone są kwasy tłuszczowe i czy szlachetne olejki dodano już po reakcji zmydlania.

Skład uzupełnia dodatek gliceryny i illitu – francuskiej glinki znanej nam choćby z mydeł Sudsy Soapery.

Podkreślić należy, że receptura nie zawiera jakichkolwiek konserwantów, a za zapach odpowiedzialne są wyłącznie naturalne olejki eteryczne. 

RVT Roseline Shaving Soap – etykieta ze składem

RVT Roseline Shaving Soap – etykieta ze składem

Zapach

PIerwszy kontakt z zapachem mydła Roseline był drobnym rozczarowaniem. Zgodnie z nazwą produktu spodziewałem się róży, a czułem przede wszystkim lawendę. Róża oczywiście też dawała o sobie znać, ale zdecydowanie była przytłoczona mocną lawendą. Z każdym goleniem woń migrowała w stronę róży i coraz lepiej ją odbierałem. Nie wiem co jest przyczyną tego zjawiska. Może z zewnętrznej warstwy mydła ulotnił się olejek różany? Może to sprawka jego utlenienia? Nie wiem. W każdym razie począwszy od czwartego golenia i ja sam nazwałbym tę kompozycję różaną, z miłą domieszką innych kwiatów. Prawdę powiedziawszy, dowiedziałem się od szefa firmy, że powinienem doszukać się również geranium. No może i powinienem, ale nie znajduję. Z pewnością nie znajduję podczas golenia. Za to po goleniu oprócz róży i lawendy jest coś jeszcze. Może to owe geranium? Jeśli tak, to pytanie które

Zapach oceniam na 9/10, choć początkowo chciałem dać jedynie 8 punktów. To aromat naturalny i wcale nie za mało intensywny, lepszy niż np. w chemicznym Taylor of Old Bond Street, lepszy również od niedawno testowanego Dusy Kabinett.

Piana

Do wyrabiania piany użyłem chińskiego, syntetycznego pędzla z włosiem Tuxedo – Yaqi 26 mm. Odważyłem 0,95 g mydła, wtarłem je w skórę twarzy i strzepniętym pędzlem wyrobiłem pianę. Uzyskałem absolutny ideał. Piana nie tylko powstała w dużych ilościach, ale miała wspaniałą, kremową konsystencję. Dodatek wody pod koniec wyrabiania sprawił, że piana stała się odpowiednio nawodniona, a jej powierzchnia błyszczała.

Piana z mydła RVT Roseline Shaving Soap

Piana z mydła RVT Roseline Shaving Soap

Na powyższym zdjęciu pokazałem ilość piany, jaka została po pierwszym przejściu, po wyciśnięciu z pędzla.

Oczywiście sprawdziłem i mniejsze ilości mydła. Na trójprzejściowe golenie wystarcza porcja 0,7 g, ale lepiej użyć o 0,1 g więcej. Wtedy piany jest „na bogato” i taką wartość przyjmuję do wyliczeń.

Moja ocena to 10/10.

Golenie

PIerwsze golenie, z użyciem chińskiej brzytwy Gold Dollar 209, niczym mnie nie zaskoczyło. Oba przejścia wykazały rewelacyjne właściwości mydła – doskonały poślizg i mocną ochronę. Zarost ścinany był z wielką łatwością. A może to dodatkowo jeszcze zmiękczanie zarostu jest tu takie dobre? Nie wiem. W każdym razie, albo ta południowoafrykańska mydlarnia miała tyle szczęścia, że udało jej się opracować tak dobre mydło, albo musieli włożyli w to naprawdę dużo pracy. Efekt ich starań to produkt na najwyższym poziomie.

 

Golenie R41 w moim przypadku zawsze niesie w sobie pierwiastek nieprzewidywalności. W zestawieniu z żyletką Feather dostajemy efektywną maszynę do ścinania nawet najtwardszego zarostu. Postarałem się, aby piana do tego golenia nie była rozwodniona, przez co będzie lepiej chroniła zakusy japońskiego ostrza. Pierwsze przejście oczywiście z włosem. Na dobrą sprawę, już na nim mógłbym skończyć, gdybym się bardzo śpieszył. Drugie przejście, pod włos, wcale nie było znacząco bardziej agresywne niż pierwsze, a po jego zakończeniu idealna gładkość nie budziła najmniejszych zastrzeżeń. Stan skóry, przynajmniej pierwszego dnia, był również bardzo dobry. Zobaczymy jak się to golenie R41 odbije na zabiegu dnia następnego.

Do trzeciego golenia zatrudniłem angielską, wypięknioną elegantkę – brzytwę Wade & Butcher. Piana była taka w sam raz – ani nie za bardzo rozwodniona, ani nie za gęsta. Taka bardziej do maszynki niż do brzytwy. Chwilę nawet żałowałem, że jej bardziej nie rozwodniłem, bo brzytwa w kształcie niemal klina lepiej pracuje z pianą dającą lepszy poślizg. Golenie było i tak świetne. Oj dobrze goli ta brzytwa – jest skuteczna i łagodna zarazem. Pierwsze przejście poszło jak z płatka. Przy drugim na brodzie zobaczyłem drobny czerwony ślad. A jednak R41 zostawiło po sobie małą pamiątkę. W efekcie osiągnąłem idealną gładkość – wszędzie, nawet pod linią szczęki.

Czwartego dnia łaskawym okiem spojrzałem na dawno nieużywaną, moją starą miłość Mühle Sophist z głowicą R89. Wkręciłem do niej lekko już przechodzoną żyletkę Feather i rozpocząłem golenie. Ależ to jest dobra maszynka! Optimum pomiędzy skutecznością i łagodnością dla każdego będzie leżało gdzie indziej. Z pewnością są lepsze maszynki niż R89. Dla mnie to na pewno Weber i Bevel. Jednak również R89 goli świetnie. Nie bez powodu to najlepiej sprzedawana maszynka na żyletki na świecie (opieram się na danych Amazon.com). Można do niej dokupić piękne rączki i cieszyć się na co dzień jej wyglądem. Zupełnie nie rozumiem zachwytów nad sprzętami ze stali nierdzewnej. Może i są praktyczne, ale ładne? Nie dla mnie.

W kolejne dni goliłem się już tylko brzytwami – Wade & Butcher i Gold Dollar 209. Odszczekuję wszystkie zarzuty związane z zapachem. Jest tu piękna róża, pozostająca na skórze po goleniu. Lawenda to zdecydowanie drugi plan. Wszystko jest ok.

Moja ocena to 10/10.

Po goleniu

Nawet bez użycia preparatu po goleniu, skóra nie sprawia wrażenia wymęczonej zabiegiem. Naniesienie balsamu oczywiście poprawiłoby jej stan, ale nie czułem wielkiej potrzeby by po jakiś sięgnąć. W nagrodę mogłem się cieszyć miłym różanym aromatem, który pozostawał ze mną przynajmniej godzinę, a przez kolejną dawał o sobie znać po potarciu skóry twarzy ręką.  

Wrażenia po goleniu oceniam na 8/10.

Dostępność i cena

No i wreszcie doszliśmy do największego problemu z recenzowanym mydłem. Nie można go kupić. W każdym razie, nie znalazłem normalnego sposobu na sprowadzenie go do Polski. River Valley Trading nie sprzedaje wysyłkowo do Polski. Na lokalnej, południowoafrykańskiej platformie handlowej bidorbuy.co.za 165-gramowe opakowanie mydła kosztuje 89 Randów, czyli 24 zł.  Nawet gdyby doliczyć drugie tyle za transport do Polski, dostajemy cenę jedynie 48 zł. Zakładając zużycie na poziomie 0,8 g, koszt jednego golenia wynosi tylko 0,23 zł.

Podsumowanie i ocena

Jaka szkoda, że tak trudno kupić recenzowane mydło. Ma naturalny, prosty skład, bez konserwantów i innych cudów, świetnie pachnie, doskonale się pieni i zapewnia idealne warunki golenia. Po goleniu zostawia skórę w bardzo dobrym stanie i z miłym, różanym aromatem. To wszystko dostajemy za teoretycznie bardzo niską cenę. Teoretycznie, bo w zasadzie nie da się tego produktu sprowadzić do Polski. Szkoda.

Moja ocena: 9/10 (niemal doskonały produkt)

  • zapach (atrakcyjność, intensywność i trwałość): 9/10,
  • właściwości piany (łatwość wyrabiania, trwałość i inne właściwości piany): 10/10,
  • efektywność golenia (poślizg, zmiękczanie zarostu, dokładność itp.): 10/10,
  • odczucia po goleniu (właściwości pielęgnacyjne, zapach): 8/10,
  • cena użycia: 0,23 zł,
  • opłacalność: 10/10.

Sprawdź w rankingu mydeł i kremów do golenia, jak recenzowany produkt wypada na tle konkurencji.

Ocena ogólna nie uwzględnia opłacalności, ani nie jest średnią poszczególnych ocen cząstkowych.

Punktacja: 1 – tragiczny, 2 – słaby, 3-4 – taki sobie, 5-6 – dobry, 7-8 bardzo dobry, 9 – niemal doskonały, 10 – wybitny

Zapraszam do dyskusji. Każdy komentarz jest dla mnie nagrodą i wzbogaca recenzję. Jeśli chcesz być na bieżąco informowany o nowych wpisach, śledź mnie na Twitterze (polecam), ew. zasubskrybuj blog w WordPressie. Po opublikowaniu nowego wpisu, dostaniesz e-maila.

Pewnie zauważyłeś już reklamy. Wpływy z nich jak na razie pozwalają na pokrycie drobnego procenta kosztów. Wiem, że ogłoszenia są trochę uciążliwe, ale dzięki nim mam choć trochę wrażenia, że nie pracuję zupełnie za darmo. Jeśli zauważysz w ogłoszeniach coś ciekawego, kliknij – serwis na tym skorzysta. Jeśli korzystasz z AdBlocka, proszę dodaj geekhub do listy wyjątków. Dziękuję.

blokowanie-reklam

15 Comments

  1. Emil

    Recenzja super, niestety zachęca do zakupu ;(

    Szkoda że produkt jest tak ciężko dostępny, w tej cenie to byłby absolutny hit, może warto się zainteresować jakimś zakupem 😉

    Reply
  2. arturro

    Fajna recenzja, i mydełko również warte polecenia.
    – naprawde odważyłes 95 setnych grama ? – jestem pod wrażeniem 🙂

    pozdrawiam
    a

    Reply
    1. Mirosław Florek (Post author)

      Jeśli idzie o wagę, to jakiś czas temu upgradowałem sprzęt. Nie jest oczywiście profesjonalny, ale kalibrowany i przetestowany względem wagi profesjonalnej. Akurat różnice 0,05 g wcale nie są takie malutkie 😉 – na wadze. Błąd odczuć jest dużo większy i zdaję sobie z niego sprawę. Zasada, której się trzymam jest taka – minimalizować błędy tam gdzie się to da. Pozdrawiam, Artur.

      Reply
  3. Emil

    Jestem właśnie po pierwszym goleniu powyższym mydłem. Przyznam że w moim odczuciu jest rewelacyjne.

    Zapach:
    W pudełku nic szczególnego, nawet czuć taki lekki zapach jak w mydłach robionych przez Valobrę, takie szare mydło.

    Na twarzy, rewelacja, delikatny zapach róży i lawendy.

    Piana:
    Miałem mały problem, mydło w moim odczuciu potrzebuje dużo wody, ale to pewnie błędy młodości.

    Golenie:
    Bajka, najwyższy poziom porównywalny z mydłami SV

    Nie mogę się doczekać testów innych mydeł tego producenta i wielce ubolewam że nie da się ich kupić ;(

    Reply
  4. Rafał Lewandowski

    Dzięki Mirku za recenzję, jak i za próbkę w/w mydła.
    Użyłem go w sumie już cztery razy. Dla mnie to takie minimum zanim decyduję się na opublikowanie jakichś wniosków a zarazem wykluczam przypadkowość.
    Mydło wyróżnia się dwoma aspektami.
    ZAPACH
    Jak dla mnie, tu nie ma niedomówień. Bezpośrednio z puszki to moim zdaniem róża i koniec. Jakiś przypadek sprawił, że próbka trafiła do puszki po LPL Rose de Pushkar 🙂 Postanowiłem używać mydła w sposób dla mnie typowy. Tak jak wszystkie mydła. Wiglotmym pędzlem nabieram mydło z puszki i przenoszę się do miseczki, w której wyrabiam już „pianę” na gotowo. Dlaczego słowo piana trafiło w „” wytłumaczę za chwilę.
    Tak więc zapach róży umilał mi dwa pierwsze golenia. Przy trzecim, zapach uległ delikatnej przemianie by przy kolejnym użyciu przejść metamorfozę. W złym niestety znaczeniu. Już nawet z puszki nie czuć róży ani żadnych innych kwiatów. Mydło, niezbyt przyjemnie pachnie szarym mydłem do prania pomieszanym z Valobrą Fougere :] Ogólnie woń przypomina typowe mydła wyrabiane z tłuszczów zwierzęcych.
    Wygląda na to, że kontakt recenzowanego produktu z wodą degraduje go w tempie nadzwyczaj szybkim. SZKODA.
    Za zapach daję naciągane 2/10 W zasadzie za samo początkowe wrażenie.

    „PIANA”
    To co powstaje z RVT Roseline to raczej masa, krem i przepraszam za określenie – klajster. To wszystko jednak są pozytywne określenia. Masa jest kremowo jednolita, powstaje szybko i łatwo. W zasadzie sterując ilością dodanej wody mozemy uzyskać konsystencję:
    – serka homogenizowanego
    – jogurtu
    – śmieranki
    – prawie piany 🙂
    Zawsze daje to niesamowicie przyjemną konsystencję. Aby uzyskać prawie pianę, trzeba dodać naprawdę pokaźna ilość wody. Piana jest super trwała i nie wysycha nawet w podgrzanej miseczce.
    W tym przypadku, za ciekawe właściwości i niespotykaną w innych produktach konsystencję daję 10/10. Nie jestem jednak pewny, czy każdemu taka koncepcja piany będzie odpowiadała. Ja jestem za.
    Zarówno samo golenia, jak i kondycja skóry po goleniu nie wyróżnia się już niczym szczególnym. Golenie poprawne a skóra lekko przesuszona. To jednak dla mnie typowe wyniki golenia się brzytwą i tylko nieliczne mydła dają efekty lepsze od ogółu.
    Czy mydło bym polecił? Przykra sprawa. To co stało się z zapachem, moim zdaniem skreśla je z mojej listy. Oczywiście można nabierać mydło do tak aby nie miało kontaktu z wodą. Ja jednak używam tak a nie inaczej i inne mydła nie mają z tym problemu. Prawie wszystkie. Mydła LPL woda tez wykańcza 🙁 Może to klątwa przeniesiona metalową puszką po w/w produktach LPL…

    Reply
    1. Emil

      O Panie, masakra, jestem już po 2 goleniu ww mydłem, za jakieś 2-3 dni zostawię wodę w pojemniku i zobaczę co z tego wyjdzie 😀

      Reply
    2. Mirosław Florek (Post author)

      Nie ukrywam, że liczyłem na taką sytuację, Rafał. Jeśli jest coś, gdzie przy nieprawdopodobnym zbiegu okoliczności można znaleźć słabe punkty, można na Ciebie liczyć. ? Czy Ty czasem w kontroli jakości nie pracujesz?

      Mam teraz na warsztacie mydło RVT. Co prawda jest to Frosty Bay Rum, a nie Roseline, ale baza mydlana jest identyczna. Co do zapachu, to rzeczywiście ta Twoja przygoda z degradacją zapachu przypomina mi Le Pere Lucien. Też miałeś kłopoty i przypomnę, że były unikalne. 🙂 Może Ty te mydła czymś zakażasz? Może masz jakiś szczep bakterii wyhodowany? Ja mam to mydło już dość długo, bo coś koło 1,5 miesiąca. Od czasu do czasu do niego wracam i żadnego ubytku zapachu nie zauważyłem. Nie czuję w nim tego zapachu szarego mydła z Valobry (i Czech & Speake). Obecnie w tyglu mam to mydło na samym dnie, bo je rozdałem. Ale faktem jest, że nigdy nie miało kontaktu z wodą. Zawsze wydłubuję próbkę na 1-2, ew. 3 użycia i nanoszę wprost na skórę twarzy. Czasem umieszczam porcję testowanego mydła w stalowym tyglu, aby sprawdzić jak dobrze produkt ładuje się na pędzel. Jednak zawsze to są małe ilości – na maks 3 dni.

      Zgadzam się, że gdyby zamiast róży był to zapach zjełczałego tłuszczu, to na więcej niż 1 punkt mydło nie zasługuje. Dla marnie pachnących produktów mam mało litości. Pamiętasz nasz spór sprzed trzech lat o Lebelle Soaps Barbiere Italiano?

      Co do piany, to jestem prawie pewien, że dodajesz za mało wody. Być może Twój pędzel po prostu za dużo zgarnia mydła podczas ładowania. U mnie ta piana jest po prostu perfekcyjna. Fakt, że ja lubię takie bardziej treściwe i mocno nawodnione. To na poniższym zdjęciu jest przedstawiony pędzel z pianą już po pierwszym nałożeniu. To duży, 26-milimetrowy syntetyk. Jest naprawdę ok.

      Ciekaw jestem wyniku eksperymentu Emila.

      Reply
      1. Emil

        Za pierwszym razem również miałem problem z pianą, nie umiałem jej ukręcić borsukiem, a i syntetykiem była bidna, dopiero jak dolałem wody wyszła podobna jak u Mirka. Eksperyment właśnie się zaczął, wydziubałem kawałek kremu wsadziłem do pudełka i zalałem wodą. Nie zakręcam.

        Reply
    3. Mirosław Florek (Post author)

      Mój eksperyment, analogiczny do próby Emila, również przyniósł podobne wnioski. Mydło (w moim przypadku o smaku Frosty Bay Rum) przełożyłem do stalowego tygla Thiers Issard. Mydła używałem ładując pędzel z tygla, a nie jak zwykle, pobierając próbkę i nakładając ją na twarz. Mydła po goleniu nie suszyłem. Po prostu przykrywałem tygielek. Nie jest on szczelny, więc woda musiała w jakiejś części odparować. Pierwsze spostrzeżenie – zapach nie uległ degradacji – nie zmieniła się jego intensywność oraz nie pojawiła się woń szarego mydła. Konsystencja może była trochę luźniejsza, ale na tyle mało, że dopuszczam możliwość autosugestii.

      Reply
      1. Rafał Lewandowski

        Mirku, moje doświadczenia z mydłem Frosty Bay Rum są identyczne jak Twoje. Używałem je przed Roseline, więc moje oczekiwania wobec tegoż były raczej mocno pozytywne.
        O samym Frosty Bay rum w stosownym wątku.

        Reply
  5. Rafał Lewandowski

    Co do piany, to nie uważam aby była zła. Wręcz przeciwnie. Mydło testowałem czterema pędzlami. Trzy syntetyki oraz naturalna szczecina. Piana zawsze powstawała szybko i łatwo. Mydło jest dość miękkie. Być może faktycznie nabiera się go więcej niż innych mydeł tym samym sposobem.
    Wracając do zapachu. Mydło pozostawiłem do wyschnięcia i . Jakiś tam zapach odzyskało, ale z tego co pamiętam, to daleko mu do pierwotnego. Zobaczymy jak mydło zareaguje na wodę w eksperymencie Emila.
    Wspomniane problemy z LPL potwierdziły się w późniejszym czasie w kilku innych niż moje przypadkach.

    Reply
  6. Emil

    Panowie, jak obiecałem. Niestety nie wiem jak tu się koduje fotki, więc dodaję linki, najwyżej Mirek poprawi jak znajdzie chwilkę.

    Dzień 1 – po zalaniu po kilku godzinach.

    Dzień 2 – jak widać rozdrobniłem próbkę aby bardziej w wodzie leżała.

    Dzień 3 – na zdjęciach widać że ubyło bardzo dużo wody

    Zapach był taki jaki przedtem, może lekko zwietrzał, ale nie zauważyłem jakiejś miarodajnej różnicy, żona poddana ślepemu testowi również nie stwierdziła wielkiej różnicy.

    Golenie:
    W swojej niezmiernej głupocie namoczyłem pędzel tak jak zawsze, to był gigantyczny błąd, piana wyszła rozwodniona, nie udało mi się uzyskać takiej jak przy goleniu w normalnych warunkach. Jakoś nie wpadłem na to że woda mogła zostać wchłonięta przez mydło. Mimo wszystko golenie poszło bardzo sprawnie, poślizg był, ochrony nie było, kilka czerwonych plamek, niestety Hone15 + TreetDS nie wybacza dociskania 😉

    Podsumowując. Nie mam pojęcia co Rafał zrobił ze swoim kawałkiem, uważam że warunki do których doprowadziłem były dość ekstremalne i niespotykane. Możliwe że przechowywanie w zamkniętym pojemniku mogło do tego doprowadzić (tak jak kiedyś inny kolega Rafał zrobił z mydełkiem LPL:))

    Reply
  7. Rafał Lewandowski

    Emilu, Twój test potwierdził, że mydło nie zmienia konsystencji pod wpływem wody. Moje obserwacje są identyczne. Mydło przez kilka dni używania pozostało w niezmienionej formie. Co do zapachu, polemizował nie będę. Codzienny cykl wyrabiania piany na mydle, płukania go, krótkiego suszenia i przechowywania w pojemniku raczej nie da sie porównać z zalaniem mydła wodą i przetrzymywania w takiej zalewie kilka dni.

    Reply
    1. Emil

      Spokojnie, ja używam mydeł tak jak piszesz, dojdziemy do tego momentu że zacznie pachnieć nie tak, o ile to oczywiście możliwe ;D

      Reply
  8. Laki_Luk

    Przyspieszam testy… mam 27 nieużywanych mydeł/próbek 🙂

    W weekend testowałem niniejsze mydło, którego próbkę otrzymałem oczywiście od Mirka. Dzięki.

    Dziękuję podwójnie. Bo było bardziej warto niż się spodziewałem.

    Świetna jest piana z tego mydła. W sumie to nawet nie do końca piana, tylko jakby gęsta śmietana z niewielką ilością żelatyny. Bardzo wilgotna (może za dużo wody daję?), łatwo poddająca się spłukiwaniu z maszynki.

    Ostatnio wyrobiłem cały słój St. Jamesa. Przyzwyczaiłem się, że piana z niego jest nieco lżejsza i suchsza. Ale ta z południowo-afrykańskiego mydła pasuje mi bardziej.

    No i ten zapach. Wg mnie klasycznie różany. Przyjemny. Nawet bardzo. Tyle że ja nadal nie jestem przekonany, że generalnie zapach różany może mi się podobać… ale chyba może, bo golenia tym mydłem to czysta przyjemność.

    Reply

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *