Los Angeles Vert Noir Shaving Soap – recenzja mydła do golenia

Producentem recenzowanego mydła do golenia jest amerykańska, rzemieślnicza mydlarnia The Los Angeles Shaving Soap Company, której wyroby wielokrotnie były omawiane na łamach geekhuba.

los-angeles-shaving-soap-logo

Przypomnę, że pierwszym mydłem do golenia z tej firmy było absolutnie niesamowicie pachnące Bespoke #1, później miałem przyjemność korzystać jeszcze z Topanga FougèreBlack RoseSanta Monica Bay Rum i Myrkviðr. Wszystkie te produkty warte są uwagi. Właściwości podstawowe bezdyskusyjnie stoją na najwyższym poziomie, a zapach, choć podlega bardzo subiektywnej ocenie, zdecydowanie wyróżnia się oryginalnością. Najbardziej kontrowersyjnym produktem było mydło Black Rose. W odróżnieniu od pozostałych, oparte jest na formule zawierającej aktywowany węgiel. Być może właśnie z tego bierze się jego bardzo dziwny zapach, który choć różę uwzględnia, zawiera jeszcze coś, co nie każdemu będzie się podobało. Niniejsza recenzja będzie dotyczyła kolejnego produktu, którego skład oparty jest na aktywowanym węglu.

Opakowanie i postać

Producent mydła z uporem maniaka tkwi przy banalnych, zakręcanych plastikowych słoikach. Być może faktycznie korespondują one z czystym, eleganckim składem, pozbawionym sztucznych konserwantów, a nawet syntetycznych aromatów. Może. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się zwyczajne niedbalstwo, bo jak inaczej wytłumaczyć naklejanie etykiety wydrukowanej na czarno-białej drukarce laserowej. Koszt zadrukowania metra kwadratowego w technice solwentowej wynosi 40 zł, więc użyta na słoiku etykieta kosztowałaby 0,08 zł. Byłaby kolorowa i wodoodporna.

Opakowanie mydła do golenia Los Angeles Vert Noir Shaving Soap

Opakowanie mydła do golenia Los Angeles Vert Noir Shaving Soap

Podobnie jak w przypadku Black Rose, dodatek węgla spowodował, zabarwienie żółtawej masy na brudny, ciemnozielony kolor. Konsystencja nie różni się od wcześniej testowanych mydeł Los Angeles Shaving Soap. To miękkie, łatwe do nabierania mydło, które można nawet użyć jak kremu – nabierając na łyżeczkę i wcierając w skórę twarzy.

Skład

Podstawa składu mydła jest bardzo prosta i identyczna jak w przypadku wcześniej recenzowanych mydeł – kwas stearynowy i organiczny olej kokosowy zmydlone ługiem potasowym.

Skład uzupełnia gliceryna i glinka bentonitowa. Nie ma tu żadnych polepszaczy piany, stabilizatorów, konserwantów i sekwestrantów. Oczywistym składnikiem jest węgiel aktywowany, który ma działanie antybakteryjnie, oczyszczające i przeciwzapalnie, potrafi przyciągać toksyny z powierzchni skóry oraz z głębszych jej warstw. Węgiel aktywowany pomaga udrażniać zapchane pory skóry, walczy z wypryskami oraz ułatwia pozbywanie się martwego naskórka.

Za zapach, ale również przy okazji za właściwości pielęgnacyjne, odpowiada mieszanina naturalnych olejków eterycznych: olejek z rokitnika, olejek bergamotowy, olejek z liści fiołka, olejek jaśminowy, olejek cyprysowy i olejek z kadzidłowca (olibanum).

Skład zgodnie z INCI: Vegetable Stearic Acid, Distilled Water, Organic Coconut Oil, Potassium Hydroxide, Vegetable Glycerin, Bentonite Clay, Sea Buckthorn Essential Oil, Activated Charcoal, Bergamot Essential Oil, Violet Leaf Absolute (in Fractionated Coconut Oil), Jasmine Absolute (in Fractionated Coconut Oil), Organic Cypress Leaf Essential Oil, Frankincense Essential Oil.

Zapach

Zapachy wszystkich produktów Los Angeles Shaving Soap Company mają coś wspólnego. Nie wiem, być może jest to jakiś składnik masy mydlanej. A może to kadzidłowiec, który najwyraźniej jest ulubionym składnikiem kompozycji zapachowych producenta. Być może właśnie z niego bierze się wspólny mianownik kompozycji zapachowych Los Angeles Shaving Soap.

Vert Noir to faktycznie, zgodnie z nazwą zielony, roślinny zapach. Czy to rokitnik? Nie wiem, bo nigdy samego rokitnika nie wąchałem, a trudno opierać się na kompozycji zapachowej z rokitnikiem wykorzystanej przez Mühle. Tak jak producent zastrzega, nie znajdziemy tu kwiatów i faktycznie za dużo ich nie ma. Czuć bergamotkę, choć na początku nie wiedziałem co to za zapach. Dopiero analiza składu mi to pokazała. Ogólnie zapach jest przyjemny, ale czy ciekawy? Dla mnie nie za bardzo. Może gdyby był mocniejszy, byłby źródłem większej przyjemności.

Zapach oceniam jedynie na 7/10. Jest przyjemny, ale zdecydowanie nie porywa.

Wyrabianie piany

Do wyrabiania piany używałem kilku pędzli – bursuka Mühle Sophist Silvertip Badger Brush, syntetycznego Kenta Infinity i oczywiście syntetycznego Maggarda.

Dziwne, bo pomimo użycia tej samej formuły co w Black Rose, mydło Vert Noir sprawuje się lepiej pod względem wyrabiania piany. Może nie jest tak perfekcyjne, jak Bespoke #1 i Topanga Fougère, ale i tak nie ma co wybrzydzać. Piana powstaje szybko, w dużych ilościach, a jej konsystencja nie budzi jakichkolwiek zastrzeżeń. To typowy jogurt, który w zależności od ilości dodanej wody, będzie dość twardy lub lejący się. Jednak nawet gdy z wodą przeholujemy, piana nie będzie zanikała.

Eksperymentowałem z różnymi ilościami i wyszło na to, że porcja 0,8 grama wystarczy na trójprzejściowe golenia. To lepszy wynik niż w przypadku Black Rose. Oczywiście większa ilość mydła zapewnia jeszcze więcej radości podczas wyrabiania piany i w czasie golenia.

Moja ocena to 9/10.

Golenie

Do golenia użyłem aż trzech maszynek – Mühle R41, Mühle Sophist (R89) i Fatipa Testina Gentile, w których pracowała japońska żyletka Feather. Poza tym aż trzy razy sięgnąłem po calową brzytwę Charlex.

Zacząłem od agresora, czyli R41. Poślizg może nie stanowił absolutu, ale zdecydowanie był na wysokim poziomie. Znów mnie to zdziwiło, bo lepiej mi się goliło mydłem Vert Noir niż Black Rose. Może to jednorazowa wpadka przy produkcji akurat mojej porcji Black Rose, a może te produkty jednak czymś się różnią. W każdym razie, Vert Noir spisywał się znakomicie – zarówno pod względem poślizgu, jak i amortyzacji, wiec efekt golenia był bardzo dobry.

Golenia z użyciem R89 i Fatipa mogły być tylko rewelacyjne, bo naprawdę trzeba mocno się starać, aby tymi maszynkami zrobić sobie krzywdę korzystając z ochrony tak dobrego mydła, jakim jest Vert Noir.

Najbardziej ciekawił mnie wynik golenia brzytwą. Pierwszego dnia jego efektami byłem zachwycony. Nie dość, że ogoliłem się bardzo dokładnie, to nie zaliczyłem żadnej czerwonej kropki. Tak było dobrze, że postanowiłem sięgnąć po brzytwę również i następnego dnia. Zrobiłem to po raz pierwszy. Dotąd zawsze po goleniu brzytwą wolałem następnego dnia użyć jakiegoś łagodnego narzędzia, aby nie kusić losu dodatkowymi podrażnieniami. Wiadomo, że efekty golenia najłatwiej ocenia się właśnie dnia następnego. Jeśli golenie było agresywne, skóra nie będzie idealnie gładka, bo podrażnienia nie zdążą się zagoić i w efekcie dużo łatwiej o mikrozadrapania. Tym razem jednak problemów nie miałem i Charlex śmigał aż miło. Ależ byłem z siebie dumny…, no dobrze, podziwiałem również właściwości amerykańskiego mydła.

Mydła Vert Noir używałem przez siedem dni i faktycznie jest chyba coś w tym składzie co powoduje, że skóra staje się wypielęgnowana.

Moja ocena to 10/10.

Po goleniu

 

Wszystkie mydła Los Angeles Shaving Soap, które przewinęły się przez moją łazienkę, miały świetne właściwości pielęgnacyjne i tak samo jest z Vert Noir. Skóra po goleniu jest delikatnie nawilżona i jedwabiście gładka. Ogólnie nie mam problemów z cerą, co utrudnia mi ocenę preparatów łagodzących podrażnienia. Jednak jeśli można rozróżnić stan skóry pomiędzy skóra bardzo dobrym a rewelacyjnym, to właśnie to drugie pasowałoby do tego co osiągnąłem po tygodniu używania mydła Los Angeles Vert Noir. Co prawda równolegle eksperymentowałem z kolejną edycją swojego preparatu po goleniu, ale nie sądzę, aby była to jego zasługa, bo zmieniłem głównie zapach, a z wcześniej nie stosowanych przeze mnie składników, dodałem jedynie olej arganowy. Tak czy inaczej, z każdym dniem dniem stan skóry był coraz lepszy, czego dowodem były dwa następujące po sobie, zupełnie bezkrwawe i bez podrażnień golenia brzytwą.

Jedynie zapach pozostający na skórze po goleniu mógłby być bardziej wyrazisty.

Moje ocena to 9/10. Gdyby zapach był mocniejszy, dałbym 10.

Dostępność i cena

O możliwości kupna recenzowanego produktu w Europie raczej nie ma co marzyć. W USA za opakowanie o masie netto 127 g trzeba zapłacić $20 plus 8,5$ za transport przy zamówieniu na dwie sztuki. Otrzymujemy $28,50, czyli 112 zł. Zakładając zużycie 0,8 g, cena jednego golenia w wynosi 0,71 zł.

Podsumowanie i ocena

Każdego zachęcam do zapoznania się z produktami mydlarni The Los Angeles Shaving Soap Company. Technicznie to produkty najwyższej klasy. Poza doskonałością techniczną, są jeszcze elegancko sformułowane. Jakby tego było mało, John Brown nie idzie na łatwiznę, produkując produkty schlebiające gustom większości, ale stara się tchnąc w nie ducha indywidualizmu. Nie da się zaprzeczyć, że kompozycja taka jak Bespoke #1, jest wyjątkowa, tak samo jak właściwości Black Rose czy Vert Noir.

Recenzowane mydło do golenia, Los Angeles Noir Vert, choć z całą pewnością jest produktem nietuzinkowym i ogólnie bardzo dobrym, również i nie zachwyca na tle takich gwiazd jak Bespoke #1 czy Topanga Fougere. W szczególności nie odnajduję w nim zachwycającego, roślinnego zapachu, którym chwali się mydlarnia. Jeżeli znacie już wszystkie inne mydła tej marki, można z ciekawości sięgnąć i po Vert Noir – w ostateczności.

Ocena ogólna: 8/10 (bardzo dobry produkt)

  • zapach (atrakcyjność, intensywność i trwałość): 7/10,
  • właściwości piany (łatwość wyrabiania, trwałość i inne właściwości piany): 9/10,
  • efektywność golenia (poślizg, zmiękczanie zarostu, dokładność itp.): 10/10,
  • odczucia po goleniu (właściwości pielęgnacyjne, zapach): 9/10,
  • opłacalność: 4/10.

Sprawdź w rankingu mydeł i kremów do golenia, jak recenzowany produkt wypada na tle konkurencji.

Ocena ogólna nie uwzględnia opłacalności, ani nie jest średnią poszczególnych ocen cząstkowych.

Punktacja: 1 – tragiczny, 2 – słaby, 3-4 – taki sobie, 5-6 – dobry, 7-8 bardzo dobry, 9 – niemal doskonały, 10 – wybitny

Zapraszam do dyskusji. Każdy komentarz jest dla mnie nagrodą i wzbogaca recenzję. Jeśli chcesz być na bieżąco informowany o nowych wpisach, śledź mnie na Twitterze (polecam), ew. zasubskrybuj blog w WordPressie. Po opublikowaniu nowego wpisu, dostaniesz e-maila.

Pewnie zauważyłeś już reklamy. Wpływy z nich jak na razie pozwalają na pokrycie drobnego procenta kosztów. Wiem, że ogłoszenia są trochę uciążliwe, ale dzięki nim mam choć trochę wrażenia, że nie pracuję zupełnie za darmo. Jeśli zauważysz w ogłoszeniach coś ciekawego, kliknij – serwis na tym skorzysta.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *